Uwielbiam tę grę, jedna z moich ulubionych gier roku 2025. Jak tylko ktoś lubi bić bossów, rozbudowywać swoją talię, ulepszając karty i dodając nowe to przynajmniej powinien spróbować. 4 asymetryczne postacie, każda z indywidualną talią, gdzie każda karta posiada ulepszenie i oj tak to jedna z przyjemniejszych rzeczy wybieranie w ramach nagrody którą kartę ulepszyć :) Nie jest też prosta, o ile akt I i II zazwyczaj przechodzę bez problemów to akt III udało mi się dotąd ukończyć tylko raz, ale za to z jaką satysfakcją! W mojej opinii jest reagrywalna na spoko poziomie, niemniej mogłaby zawierać więcej bosów, byłoby ciekawiej. Genialna pod solo, emocje do samego końca. Jeżeli chodzi o wady, to tak nie dokońca rozumiem czemu nie mogłaby kosztować ok 100 zł mniej, ale rozumiem IP, sama gra wynagradza koszt! Naprawdę polceam!
Na początek żeby się nikt nie denerwował przypominam, że to jest opinia czysto subiektywna. Najlepiej spróbować i samemu się przekonać. Także w tym miejscu bardzo dziękuję Poczta Planszówkowa za możliwość przetestowania gry bez potrzeby jej kupna.
Ach...Slay the Spire...Bez apelacyjnie moja ulubiona około planszowa gra na telefon. Ilość godzin poświęconych na rozgrywkę w wersje mobilną, konsolową i komputerową przekracza zapewne 200h. W związku z tym, gdy tylko pojawiła się wersja fizyczna nieco się zainteresowałem. Chociaż moją główną myślą było: Po co?
Natomiast, gdy zobaczyłem cenę myśl zmieniła się w dużo bardziej wulgarną i podważającą zdrowy rozsądek twórców pomysłu. 😛
W związku z powyższym gra szybko spadła z mojego radaru ciesząc się wciąż wersją elektroniczną. Niemniej wiedziałem, że kiedyś, gdy nadarzy się okazja to bardzo chetnie zagram i przekonam się, czy miałem rację, że jest to tytuł mi absolutnie zbędny.
No i nadeszła ta chwila. Miałem szczęście wylosować zestaw gier z poczty planszówkowej, którym znajduje się Slay The Spire i w końcu zagrać i przekonać się...że miałem absolutną rację. Żeby nie było, StS w wersji fizycznej to całkiem niezły deck builder. Wykonania jest naprawdę przyzwoite.
Niemniej planszówka ta zwyczaj nie wszystko robi gorzej niż wersja elektroczniczna. Oczywiste było dla mnie od razu, że w grze będą potrzebne uproszczenia, żeby tytuł ten był grywalny i nie trwał mnóstwa czasu...co ostatecznie i tak się nie udało, bo mimo, że "pięter w grze" mamy mniej w każdym rozdziale niz w wersji elektronicznej to gra jest bardzo długa jak na taki prosty deck builder.
Ktoś powie: Bartek, ale tu jest multiplayer! Ta jasne...w sensie jest, ale w moim odczuciu jest on mega na siłę i chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie decyduje się grać w ten tytuł w pełnym składzie - ja przyznaje, że sie nie odważyłem.
Setup gry przez dobre wykonanie wypraski i przekładki do kart jest nawet całkiem szybki, ale jego obsługa juz nie jest taka kolorowa zwłaszcza, że potwory - szczególnie w pierwszym akcie giną w oka mgnieniu, wiec wykładamy żetony, kostki i inne duperele i zaraz je ściągamy.
Dochodzimy do wykonania. Bo w końcu to gra za prawie 500zł z czego to wynika skoro to karcianka? No tu musze przyznać, że jest całkiem mocno. Mamy piękne dedykowane koszulki na karty akcji i insert, który je pomieści. Mamy porządek w pudełku. Przyczepić się można chyba tylko do figurek, które sa w grze zbędne i tego nieszczęsnego buta do oznaczania ścieżki, ale jak mówie to juz totalne czepialstwo (tak jakby cała reszta opinii nie była xD).
Podsumowując, cieszę się, że nie kupiłem fizycznej wersji Slay the Spire. W mojej ocenie to gra po prostu poprawna i jak mam zagrać w deck buildera, w którym się bije z potworkami to zdecydowanie chętniej zagram w Aeons End'a przy którym zwyczajnie bawię się o niebo lepiej - juz nie wspominając, że za te prawie 500zł to można sobie naprawdę dopakować dużo dodatkowej zawartości.
Klasyk. Przynajmniej w wersji elektronicznej. Może będzie również za jakiś czas klasykiem w wersji papierowej, ale osobiście wątpię. Dlaczego? Zgodzę się z niektórymi krytycznymi uwagami poniżej. Nie jestem super fanem ani jednej ani drugiej wersji. Gra ma sporo fajnych rzeczy, wydanie jest dobre, fizyczna wersja ładnie zrobiona, cena nieadekwatna, elementy zwiększające cenę zbędne, ale... moim głównym mankamentem jest mega losowość tej gry, co bardzo frustruje. Jest to też dość banalny deck-builder, z którego wyciśnięto siódme poty, by nadal pozostał banalny: mamy dwa główne parametry, atak i obronę (blok). Jeśli nie strzelamy do bramki, nigdy nie wygramy, więc atak zawsze będzie istotny; natomiast jeśli nie będziemy się bronić, to przeciwnicy w swojej turze szybko zjadą naszą energię do zera, chyba, że mamy jakieś mega-relikty, eliksiry, pomoce w postaci darmowych kart czy też robimy totalną rozwałkę wśród wrogów 2-3 kartami (bo i takie się zdarzają). A mamy je - jeśli je mamy - dlatego, bo mieliśmy szczęście. I o ile są gry, które choć dostarczają nam losowe karty, to możemy potem coś z tym szczęściem zdziałać, tutaj to jest jedna wielka losowość, i w turze może nam się trafić rozdanie, które przyblokuje nas samych, lub też rozwali wszystkchi przeciwników mega-super-hiper-kombo-kombuchami - w skrócie takimi kombosami-rozwałkami jakich Alien I skombosowany z Terminatorem II i skombosowany z Rambo III by się nie powstydził. Ale to tylko pod warunkiem, że trafisz na takie rozdanie, oraz takie karty, oraz po drodze cię (pośrednio) nie rozwalą, z pomocą przeciwników. A to dlatego, że schemat rozgrywki nie pozwala na wiele, by zarządzać rozwojem postaci, co w dużej mierze niszczy główny atut tej gry, czyli budowę talii. Druga kwestia, która mnie irytuje, to duża ilość "drobnicy" przy kartach, z których zbieramy ostateczny efekt sumaryczny ataku lub obrony. Interesujące są też losowe znaki zapytania: możesz otrzymać nagrodę, mega nagrodę, hiper nagrodę, ale także karę, mega karę, hiper karę. Początkujący gracz może nawet nie wiedzieć, że ta kara jest mega albo hiper, ale przekona się później, gdy będzie walczyć z bossami i nagle narzucony losowo "program" na naszego bohatera okaże się kulą u nogi, która nie pozwala wykorzystać super-kombosów. Proponuję zagrać zamiast w Slay the Spire w karcianą wojnę - jest mniej losowa, naprawdę, bo przynajmniej wiesz jakich kart się spodziewać. Niemal całkowity brak determinizmu w grach, w których to, czy przetrwasz następną turę zależy od tego, czy trafisz akurat na bloki, gdy potrzebujesz ataków, i vice versa, a i ich wartość (po kalkulacjach) może być równie dobrze 0 (bo dostałeś kary) lub 3 do potęgi 18 (kombosy), jest tak zależna od losowości, że na koniec po przegranej z bossem z 3 aktu prawie zawsze stwierdzisz, że gra była ostatecznie do niczego - chyba, że nie myślałeś w trakcie rozgrywki o tym, skąd dostałeś te fajny kombosy, które akurat na ręce się NIE znalazły wtedy, kiedy powinny. Za dużo tu szcęścia przy dobieraniu wszystkiego, za mało możliwości wpływania na to, co posiadasz. Dlatego mimo wysokiej grywalizacji, gra powinna zostać poprawiona pod względem gameplayu. Ode mnie spory minus i zachęcam projektantów do większego wysiłku. Nie zmienia to faktu, że najwięcej frajdy w grze sprawiają próby jej oszukania przez ten system powiązanych kombosów, a największą irytację (poza ww. frustracją zderzenia losowości w losowości z niewłaściwym miejscem w niewłaściwym czasie w grze) natomiast narzucone sztuczne ograniczenia, powodujące, że nie odpalisz np. kart - a mógłbyś zagrać kartę zwiększającą energię, dodającą nową kartę, która podwaja energię i losuje 3 nowe karty, które zadają przeciwnikowi ostatecznie kombos zależny od dużej ilości kart np. w ręce, i tak w kółko, aż z przeciwnika na arenie nic nie zostanie po jednej turze. W Slay the Spire 2 (na razie w wersji elektronicznej) natomiast nie grałem, bo jedynka mnie swoją strukturą gry skutecznie zniechęciła.
Nie kolekcjonuję koopów (poza CDMD) ze względu na upodobania małżonki, ale STS do koopa czy solo to jest po prostu must have.
Na samym fonie w STS przegrałem ponad 500h, jest bardzo dobrze przeniesiona na planszę oraz zmodyfikowana, aby nie było cyrków z liczeniem hp, trucizny etc.
Mimo tego, że cyfrową wersję znam na pamięć to planszówka jest czymś zupełnie odmiennym, co poznawałem na nowo mając taki sam ubaw, gdy poznawałem wersję cyfrową.
Wielki plus za zwiększający się poziom trudności, odblokowywanie kart postaci czy bezbarwnych.
Rozegrałem ułamek tego co gra oferuje, ale znając wersję cyfrową mogę spokojnie zaryzykować stwierdzenie, że sporo czasu minie nim odblokuję wszystkie dodatki, osiągnięcia i przejdę gre na 100%, a mimo to będę raz na jakiś czas w to grał, bo jak przystało na roguelike'a, ta gra się tak łatwo nie znudzi.
PS. Zasady proste, znając wersję cyfrową ogarnięcie tematu zajmuje kilka minut, ale dałem średni poziom trudności, bo jednak w trakcie rozgrywki trzeba pamiętać o wielu rzeczach-artefakty, zdolności etc.