Lata mijają, a Terraformacja Marsa nie opuszcza mojej ścisłej topki. To strasznie dziwne, bo tu jest multum rzeczy, do których możne się przy..czepić - balans kart, długość rozgrywki, ilustracje itp. Koniec końców jednak, jako całość, zawsze daje mi mnóstwo radochy i nie wyobrażam sobie kolekcji bez niej.
Absolutny klasyk, dla wielu pierwsze przetarcie w planszówkach, dla innych wciąż na topie evergreen. Niestety poza wersją karcianą (Ekspedycja Ares), grafika wypala przyciągnięty mechaniką wzrok. Ciekawe, że nikt jeszcze nie pokusił się o odświeżenie wizualne jakąś wspieraczką.
Terraformacja Marsa była jedną z pierwszych gier, które otworzyły nam świat planszówek. Wydawała się dość skomplikowana, jednak było to błędne przeświadczenie - ilość zasad wcale nie jest duża, nie trzeba przyswajać setek stron instrukcji jak to bywa w podobnych tytułach. Ot, cała rozgrywka w dużej mierze opiera się na zakupie i zagrywaniu kart i odpowiednim balansowaniu wskaźnikami produkcji zasobów.
Teraz, po wielu latach, kiedy nasze doświadczenie z przeróżnymi tytułami jest o wiele bogatsze grę mogę ocenić krótko - takie lepsze Monopoly. Owszem, tytuł jest trochę bardziej skomplikowany niż tylko rzut kostką i pobieranie czynszu (chociaż pewną analogię można dostrzec - losowość kostki jest w TM zastąpiona przez karty do dobierania, ale z kolei interakcje między graczami są śladowe), jednak większość rozgrywki sprowadza się do zagrywania kart i zakupu "projektu standardowego", a potem jak już zdobędziemy odpowiednie karty to do stawiania na nich mikrobów, zwierząt, stateczków i innych wymysłów i tak aż zabraknie nam kasy lub możliwości ruchu. Wtedy zaczyna się faza produkcji, następnie nowe pokolenie i od nowa - losowanie kart, zakup tychże, zagranie, koniec ruchów->zmiana pokolenia. Na początku zignorujecie tę monotonię, bo skupiacie się na jak najlepszej optymalizacji swojej korporacji, ale po kilku pokoleniach gra robi się nudna. Praktycznie zerowa interakcja między graczami nie pomaga - mamy ciągle wrażenie, że gramy sami sobie i pewne akcje moglibyśmy wykonywać nie naprzemiennie (każdy z graczy ma max 2 akcje do wykonania i kolejka wraca do nas, aż do spasowania), ale równocześnie jeśli nie wpływają one na mapę.
Największym minusem, który dostrzegam po odświeżeniu sobie tego tytułu to czas rozgrywki. Owszem, w pewnym momencie umówiliśmy się, że nie dociągamy wszystkich wskaźników na max żeby rozegrać jeszcze pokolenie, ale to już było po ponad 2 godzinach gry. Brakuje tu czegoś co mogłoby pchnąć graczy do szybszego rozgrywania tur, jakiegoś ograniczenia w wykonywanych akcjach czy innych czynników wpływających na zmianę wartości tlenu i temperatury (kiedy te wskaźniki zostają zmaksymalizowane gra się kończy, a wpływ na nie mają tylko gracze).
Na zakończenie muszę jednak obronić trochę TM - ta gra ma już swoje lata, więc logicznym jest, że od czasu jej premiery wyszło dużo lepszych tytułów. Dzisiaj jest to planszówka, którą warto znać, ale niekoniecznie ją pokochacie.
Osobiście - może przysiądziemy jeszcze kilka razy, ale na zmienionych zasadach. Nie czuję potrzeby kupowania dodatków do niej, bo już i tak długa rozgrywka wydłużyłaby się strasznie.