Dla kogo? Gra nie jest szczególnie skomplikowana w kwestii zasad jednak trochę to trwa, a rozgrywka wymaga trochę kombinowania i cierpliwości, więc myślę, że z dziećmi poniżej 12 roku życia nie ma co siadać. Tytuł zdecydowanie dla osób lubiących push your luck i dość dużą dawkę losowości. Jeżeli ktoś liczy na typowe area control to może być zawiedziony.
O co chodzi?: Jak głosi tytuł w Krainie Czarów odbywa się wojna, w której gracze jako przywódcy armii będą sie ścierać o kontrolę nad 5 lokacjami. Rozgrywka podzielona jest na dwie fazy. W fazie herbatki, będziemy pozyskiwać po 4 karty dostarczające nam środki (armie, bohaterów, karty misji itp.). Natomiast w fazie walki...będziemy walczyć. Walka polega na wyciąganiu z worka żetonów reprezentujących armie oraz żetony szaleństwa, a zwycięża osoba, która jako ostatnia pozostanie na placu boju lub ta która po spasowaniu innych graczy ma największą siłę. Gra kończy się po 3 rundach, a wygrywa gracz, któremu udało się zebrać największą ilość punktów.
Wrażenia: W ogóle mnie ta gra nie interesowała. Mało tego - jak dowiedziałem się, że mam w nia zagrać i to we dwie osoby, to byłem lekko niezadowlony i myslałem, że to będzie strata czasu. Jak miło się pomylić. Gra podoba mi się bardzo i zdecydowanie była moją grą kwietnia, bo zagrałem w nia całkiem sporo razy, a każdy z nich był dla mnie równie ciekawy. Rozgrywka mimo dośc długiego tłumaczenia jest dość dynamiczna - chociaz ani razu nie grałem w nią w pełnym składzie. Zasady po przyswojeniu też okazują sie proste i w trakcie rozgrywki nie tracimy czasu na sprawdzanie instrukcji, czy dopytywanie. Losowość, chociaż ogromna jakoś mnie nie mierzi, ale może dlatego, że zawsze los mi sprzyjał. 😃
Wykonanie: Grałem w wojne w krainie czarów w dwóch wersjach. Polski retail z kartonowymi żetonami, standami bohaterów, "generycznymi" meplami armii itp. Oraz w Angielską wersje Deluxe z ala pokerowymi żetonami armii, dwuwarstwowymi planszetkami graczy, figurkami w miejsce standów, oraz pewnie innymi bajerami o których już zapomniałem. No właśnie, czemu o nich zapomniałem? Ano dlatego, że są w mojej ocenie zbędne i gra w wersji retail nie wymaga moim zdaniem ulepszeń. Pewnie, ciężkie solidne, żetony fajnie trzyma się w ręku, ale kartonowe elementy absolutnie dają radę. Nie wspominając o figurkach, na które nawet nie zwraca się, w czasie gry uwagi, a nie pomalowane wcale nie wyglądają lepiej niż standy.
Po rozłożeniu Wojny w Krainie Czarów na stole, zaczyna na nim panować chaos. Gra jest tak kolorowa i jest jakoś tak "napaciane" wszystkiego, że czasem ciężko jest się odnaleźć. Poza tym zajmuje całkiem sporo miejsca. Gra ma bardzo dużo wspólnych aspektów z Szarlatanami z Pasikurowic. Budowanie woreczka jest bardzo przyjemne i wiadomo, że z każdym nowym żetonem sprzymierzeńca nasza szansa na wygranie bitwy się zwiększa, jednak można mieć takiego pecha, jak ja i na 7 żetonów wyciągnąć 6 tych złych. W maksymalnym składzie gra jest zdecydowanie za długa. Z dwóch wymienionych bag builderów wybieram Szarlatanów, bo ma się podobny wibe, a sama rozgrywka jest szybsza i bardziej na luzie.
Ocena po 1 partii w 5 osób. Czas gry = 2:26 h.