Dnup to szybka karcianka, w której celem jest pozbywanie się kart poprzez zagrywanie przed sobą zestawów o tej samej aktywnej wartości. Haczyk tkwi w samych kartach: każda ma dwie wartości, aktywną i uśpioną, a kiedy karta wraca ze stołu na rękę, trzeba obrócić ją o 180 stopni. W ten sposób zmienia się jej wartość i karta, która przed chwilą była problemem, może nagle stać się bardzo przydatna.
W turze najpierw odrzucamy zestaw zagrany przez siebie wcześniej, a potem wykonujemy dokładnie jedną z czterech akcji: zagrywamy własny zestaw, dokładamy kartę do zestawu przeciwnika, zabieramy jego zestaw na rękę albo obracamy wszystkie karty na swojej ręce. Jeśli chcemy zagrać zestaw o takiej samej liczbie kart jak zestaw przeciwnika, musi mieć on wyższą wartość. Wtedy przeciwnik zabiera swój zestaw z powrotem na rękę i oczywiście wszystkie te karty obraca.
Lubię Dnup za bardzo prosty pomysł z obracaniem kart, który robi tutaj właściwie całą grę. Nie wystarczy jak najszybciej wyrzucać tego, co mamy na ręce, bo możemy ingerować w zestawy innych graczy, zmuszać ich do zabierania kart, a czasem świadomie zmienić wartości całej własnej ręki. Podoba mi się też, że zasady są krótkie, a przy stole szybko zaczyna się obserwowanie, kto jest blisko wyjścia z rundy i jak można mu to utrudnić.
Dla kogo?
Dla fanów szybkich, mocno interakcyjnych karcianek, w których można bezpośrednio przeszkadzać przeciwnikom. Dnup ma niski próg wejścia, ale wymaga dobrego wyczucia momentu i pilnowania zestawów innych osób. Runda nagradza pierwszych graczy, którzy pozbędą się kart, a całą grę wygrywa osoba, która jako pierwsza zbierze co najmniej 4 żetony liter.