Dominion (II edycja) to klasyk deck-buildingu – zaczynasz z żałośnie słabą talią miedziaków i posiadłości, a w trakcie gry dokupujesz coraz lepsze karty, które wchodzą do Twojej talii i wracają do Ciebie w kolejnych rundach. Każda partia korzysta z innego zestawu kart Królestwa, więc za każdym razem budujesz trochę inny „silniczek” i szukasz innej drogi do punktów. 
W swojej turze zagrywasz karty akcji z ręki, potem wydajesz zagrane skarby na nowe karty, a na końcu dobierasz nową rękę – schemat tury jest prosty, więc po 1–2 rundach wszystko staje się bardzo intuicyjne. Zabawa polega na tym, by tak dobierać karty do talii, żeby jak najczęściej dobierać dobre kombosy, a jak najrzadziej oglądać „zapchajdziury”.
Lubię Dominion za to, że uczy planowania talii bez przytłaczania zasadami – idealnie pokazuje, o co chodzi w deck-buildingu i daje masę regrywalności dzięki różnym zestawom kart. To świetny wybór dla osób, które chcą czegoś bardziej „planszowego” niż klasyczne karcianki, ale wciąż do ogarnięcia w rozsądnym czasie. Dla części graczy może być odrobinę zbyt abstrakcyjny i mało „fabularny”, zwłaszcza jeśli szukają opowieści, a nie czystej mechaniki.
Bardzo dobra gra w budowanie talii, praprzodek wszystkich tego typu mechanik. W podstawowej wersji dość proste karty, ale dzięki możliwości różnicowania rynku - rozgrywka staje się niepowtarzalna. Na początku określamy kształt rynku – albo z ustalonego zestawu (są wymienione z instrukcji), albo losując 10 różnych kart królestw. Gra zyskuje jeszcze więcej dzięki pakietom dodatków. Z każdym dodatkiem dochodzą nowe mechaniki, więc poziom trudności rośnie. Z drugiej strony większość strategii opiera się na pozyskiwaniu odpowiednich kart do rozbudowy silnika, a następnie decyzji kiedy rozpocząć pozyskiwanie punktów. Niestety większość ilustracji na kartach jest kiepskiej jakości i po prostu brzydka (zwłaszcza festiwal). Ponadto, ze względu na częste tasowanie kart podczas gry, trzeba je wkładać do koszulek, a wtedy trudno jest zmieścić je wszystkie w plastikowym insercie z pudełka (brakuje miejsca).
Przed Dominion grałem w inne deckbuildery, m.in. Tyrants of Underdark czy Hero Realms. Uważam, że pod względem czystego deck-buildingu Dominion jest na razie najlepszą grą: proste zasady, które moc ujawniają dopiero, kiedy zaczyna się łączyć różne karty i zestawiać je w "chainy" (dzięki dodatkowej akcji zagrywam kolejną kartę, która daje dodatkową akcję, dzięki której zagrywam kolejną kartę itd.). Hero Realms wypada tu blado z jego prostymi kombosami. Ale żeby dostrzec te możliwości łączenia, trzeba trochę tytuł ograć. Dominion wyróżnia wśród deck-builderów także fakt, że mamy dostępne w każdej rozgrywce tylko część typów kart (i to zawsze, niczego się nie dociąga do rynku) dostępnych ze wszystkich dostępnych w pudełku. Główny minus to troszkę mało interakcji, ale aż tak się tego nie czuje, bo rozgrywka jest szybka. W trakcie rozgrywki najważniejszą decyzją jest ta o zakupie nowej karty (z reguły co turę - chyba za często! w którymś dodatku dodali monety, ale to dla mnie trochę taki pic na wodę, można byłoby całą rozgrywkę zaprojektować pod zbieranie monet, a nie pod wydawanie zebranych w turze kart-monet, co zresztą niemal wszystkie deck-buildery kopiują na potęgę z Dominiona, wyjątek: Imperium Legendy/Antyk, gdzie rzeczywiście zbieramy z zagranych kart zasoby i populację naszego imperium). Na początku daje to wrażenie rozbudowywania swojego małego królestwa, tytułowego "dominiona" (domeny?), ale z czasem, gdy kart mamy coraz więcej, to wrażenie mija, a gracz skupia się na czysto mechanicznym zarządzaniu ręką, a powracające nieśmiertelne pytanie co turę to: ile wyjdzie tym razem monet (zwłaszcza 5, 4 czy mniej, a później: czy uzbieramy powyżej 7, czy nie?). Pokazuje to, że inne deckbuildery nie są w cale tak zaawansowane, wbrew obiegowej opinii, raczej powierzchownie zgapiają pomysły z Dominiona. W przeciwieństwie do często powtarzanych opinii, deck-building niewiele się rozwinął w ciągu 10+ lat, przez co w sumie Dominion prawie się w cale nie zestarzał. Podejrzewam, że te najlepsze mechaniki deck-buildingowe dopiero są przed nami i czekają na odkrycie.
Klasyk wart sprawdzenia, choć w moim wypadku bez potrzeby posiadania w kolekcji. Na korzyść dostępność wielu wersji tej gry na rynku, lecz sumaryczny wydatek często wraz z koszulkami na karty, liczony już w setkach jak nie tysiącach złociszy...