Bardzo czekałam na tę grę, miałam dość duże oczekiwania i na szczęście nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie, bo jest to jeden z lepszych tytułów, w które zagrałam nie tylko w tym roku, ale w ogóle. Dune: Wojna o Arrakis świetnie przenosi graczy w sam konflikt Harkonnenów oraz Atrydów, znany z książki Franka Herberta. Gra zawiera pełno smaczków, które z pewnością dostrzegą fani tego uniwersum. Ciekawie gra się obiema stronami. Harkonnenowie muszą niszczyć sicze, zdobywać przyprawę i przeszkadzać Atrydom w realizowaniu zadań. Natomiast Ci drudzy muszą nagimnastykować się, aby spełnić warunek sekretnego celu, czyli zdobyć określoną liczbę punktów w 3 kolorach, co nie będzie dla nich łatwym zadaniem. Choć Atrydami dużo trudniej się gra, to jednak mam dalej ochotę wracać do tego tytułu i próbować swoich sił w tym starciu.
Podobnie jak w Wojnie o Pierścień czy Star Wars: Rebelia, tutaj również znajdziemy motyw, że jedna strona jest dużo silniejsza, a druga musi być sprytna, kombinować na bieżąco, a czasami nawet blefować. Natomiast Dune: Wojna o Arrakis jest nieco łatwiejsza i krótsza czasowo w porównaniu do tych dwóch wymienionych wcześniej tytułów. Średniozaawansowani gracze powinni poradzić sobie z tym tytułem. Myślę, że nie trzeba być fanem Diuny, aby świetnie bawić się przy tej grze.