Czy gra euro musi być długa i skomplikowana, aby sprawiała frajdę i dawała pole do kombinowania?
Otóż nie! Shem Phillips i Najeźdźcy ze Scytii udowadniają, że eurogra może zamknąć się w około godzinie rozgrywki, a jednocześnie dostarczyć sporo satysfakcji.
Przypomniałem sobie, że na początku mojej planszówkowej drogi zastanawiałem się nad zakupem Najeźdźców ze Scytii. Wtedy ilość ikon przeraziła mnie i wybór padł na Terraformację Marsa. Dziś mogę powiedzieć, że trochę żałuję, iż nie poznałem Najeźdźców wcześniej.
Ale co właściwie robimy w Najeźdźcach ze Scytii? Wraz z wybranym na początku rozgrywki bohaterem kompletujemy załogę, zbieramy zasoby, tresujemy zwierzęta i przygotowujemy się do najazdów na Persję, Grecję, Asyrię oraz Krym. Wszystko po to, by zdobywać punkty zwycięstwa i chwałę dla swojego plemienia.
Można powiedzieć, że to kolejna eurogra, jednak wyróżnia ją ciekawa mechanika worker displacement. W swojej turze umieszczamy pracownika na wolnym polu, wykonujemy przypisaną do niego akcję, a następnie zabieramy innego pracownika z planszy i również aktywujemy jego pole. Kolor pracownika determinuje, jakie akcje i gdzie możemy wykonać. Teoretycznie nie ma tu negatywnej interakcji, ale w praktyce możemy blokować innym graczom dostęp do pól, podbierać karty załogi czy zwierzęta.
Bardzo satysfakcjonujące jest budowanie załogi. Każdy jej członek ma inny poziom życia, koszt zatrudnienia, siłę oraz unikalne umiejętności. Jedni zapewniają punkty zwycięstwa, inni zwiększają siłę podczas ataków na konkretne państwa, co zachęca do tworzenia różnych kombinacji i strategii.
Sednem całej gry są najazdy. Wszystkie nasze działania sprowadzają się do jak najlepszego przygotowania się do nich. Podoba mi się to, że atakowanie różnych lokacji wymaga spełnienia innych warunków oraz rzutów określonymi kośćmi. Element losowy wprowadza mały dreszczyk emocji — nigdy do końca nie wiadomo, ile ran otrzymamy ani jaką ostateczną siłę osiągniemy. A im większa będzie nasza siła, tym więcej punktów możemy zdobyć.Oprócz najazdów realizujemy również wyprawy. Każda z nich ma inne wymagania, a ich ukończenie zapewnia dodatkowe punkty na koniec gry.
Lubię gry, w których to gracze decydują o długości rozgrywki. W Najeźdźcach ze Scytii gra kończy się w momencie, gdy na planszy pozostaną tylko dwie niesplądrowane Osady lub dwie niezrealizowane Wyprawy. Następnie wszyscy gracze rozgrywają jeszcze swoją ostatnią turę.
Moim zdaniem eurogra z klimatem zawsze wygrywa z tą, która go nie posiada. Tutaj klimat jest wyraźnie odczuwalny — faktycznie czuję, że przygotowuję się do najazdów na inne państwa. Rozgrywka jest płynna, ikonografia czytelna, a grafiki bardzo klimatyczne i estetyczne. Drewniane zasoby są solidnie wykonane, a wszystko to zamknięte w stosunkowo niewielkim pudełku. Biorąc pod uwagę cenę, gra prezentuje się naprawdę dobrze.
Regrywalność stoi na wysokim poziomie. Zapewnia ją losowy setup — rozmieszczenie kart wypraw, łupów na polach najazdów oraz ogromna liczba możliwych kombinacji członków załogi.
Jeśli chodzi o minusy, największym problemem jest dla mnie nierówna asymetria bohaterów oraz ich początkowy draft. Gracz wybierający bohatera jako ostatni może dostać postać wyraźnie słabszą, a rozpoczęcie rozgrywki jako pierwszy nie zawsze rekompensuje te różnice.
Mimo to bawiłem się świetnie i mogłem trochę ponajeżdźać i grabić inne państwa. Gdyby w grze było więcej negatywnej interakcji, oceniłbym ją jeszcze wyżej, ale i tak jest bardzo dobrze. Za około 140 zł otrzymujemy solidną, ładnie wyglądającą eurogrę z ciekawą mechaniką, która zdecydowanie zasługuje na uwagę i miejsce na półce.
8/10
Świetna gra, na pewno orbitująca w okolicach mojego prywatnego TOP10. Doskonała zabawa mechaniką worker placement i choć na pierwszy rzut oka gra niepotrzebna - toż to przecież Najeźdźcy z Północy w innym settingu - a jednak znalazła swoje miejsce w kolekcjach i serduszkach graczy. Głównie dlatego, że bierze wszystko co najlepsze z pierwowzoru i dodatków, wyrzuca to co było takie se i kondensuje wszystko w niewielkim, wypchanym po brzegi pudełku. No i moim zdaniem wygląda o niebo lepiej.