W tym rozszerzeniu podobają mi się nowe postacie. Idealnie kontynuują serialową przyodę Mando i Grogu. Mamy więcej misji i te misje są niebyle jakie. Wydają się trudniejsz i bardziej zróżnicowane. Rozszerzenie jest krok wyżej niż podstawką, więc Ci, którym Mandalorian: Przygody się podobało, na pewno nie będą zawiedzenie. A Ci, ktorzy mieli jakieś obiekcje, mogą dać tej grze kolejną szansę z dodatkiem. Zasady wciąż są intuicyjne i bardzo proste. Jednak nowe talie, walka z żetonami za pomocą kart i trochę trudniejsze zagrożenia robią dobrą robotę i wynoszą Mandaloriana na wyższy poziom.
Ciężko podzielić się wrażeniami, nie zdradzając poszczególnych scenariuszy, chociaż tak, jak już wspominałam fani serialu nie powinni być zaskoczeni. W pierwszej misji spotykamy Ashokę i staramy pokonać miejską sędzinę, która jej zagraża; w drugiej natrafiamy na Boba Feta i Fennec Shand, którzy pomagają ochronić Grogu. Reszty już nie zdradzę. Podobają mi się dodatkowe postacie, które są znane w całym uniwersum Gwiezdnych Wojen nawet laikom. To z pewnością przykuje uwagę mniej siedzących w fandomie graczy. Kolejna świetna zmiana to podkręcenie poziomu trudności i zróżnicowanie misji. Czuć, że w każdym scenariuszu robimy coś innego, mimo że wciąż zagrywamy dwie akcje na turę. Dochodzimy do tego samego, ale w inny sposób. Autorzy świetnie to wykombinowali, że zostając przy prostej, niezmiennej mechanice, wprowadzili w tę grę coś nowego i świeżego. Dodanie kart wydarzeń niebezpiecznych i kart pojedynków też było strzałem w dziesiątkę. Mała zmiana, a cieszy. Dzięki temu walki z żetonami zagrożeń przestają być oczywiste. Bardziej też trzeba przemyśleć karty akcji, bo tym razem możemy trafić na trudniejsze wydarzenie, które potrafi sporo namieszać.
Plusami rozszerzenia jest więcej tego samego. To, co w podstawce było dobre, w Klanie dwóch zostało jeszcze bardziej ulepszone. Gra ta minusów ma niewiele. Pierwszym i największym jest inny odcień rewersów kart. Bez koszulek widać, czy karta jest z gry podstawowej, czy z rozszerzenia. Drugim minusem może być, choć nie musi wciąż dość niski poziom trudności, bo każdą misję przeszliśmy w za pierwszym razem oraz lekko wydłużony czas rozgrywki. Bywało tak, że już mieliśmy wygraną w kieszeni, ale brakło nam kart do ruchu, by dojść w wyznaczone miejsce lub co chwilę pojawiały się nowe żetony zagrożenia, a celem było oczyszczenie planszy. To była tylko kwestia czasu, kiedy wygramy scenariusz, ale trzeba było grać, aż podejdą odpowiednie karty, bo tego wymagały reguły. Na to chyba nie ma rady, po prostu taka specyfika gry, w której trzeba spełnić odpowiednie warunki. ~ Kasia