Świetna wariacja na temat jednej z moich ulubionych serii gier. Zaimplementowanie kooporecji do świata Unmatched to strzał w dziesiątkę, a dla mnie ma dodatkową, ogromną zaletę - mogę teraz pobawić się ulubionymi bohaterami sam, nie potrzebuję partnera do zabawy! Do tego standardowo znakomite wydanie, świetne ilustracje i ogółem mówiąc - naprawdę warto!
Ten Unmatched kupiłem na One More Game i nie żałuję. Insert, figurki robią wrażenie szczególnie człowiek ćma, jedna z najładniejszych figurek jakie mam w kolekcji.
Postanowiliśmy zagrać wariant kooperacyjny, ja Złotym Nietoperzem który bazowo ma słabe ataki, ale jak się nie rusza w swojej turze może zadać dwa obrażenia więcej, a kumpela Annie Christmas z jej sługą Charliem. Anna mogła zwiększać wartość obrażeń o dwa, jeżeli posiada mniej życia, niż broniący się przed atakiem, Charlie za to jako jedyny z naszej trójki mógł atakować z dystansu.
Zmierzyliśmy się z Człowiekiem Ćmą i jego pomagierami Glutem i Żabą z Loveland. Glut umieszcza żetony kwasu na planszy, przejście przez takie pole z kwasem kosztuje jeden zdrowia nasze postacie, a Żaba umieszcza dodatkowe karty w talii inicjatywy, dlatego później może zaatakować więcej, niż raz w każdej rundzie. Człowiek Ćma wygrywa rozgrywkę, kiedy nasi bohaterowie zginą lub zniszczy 4 mosty na planszy.
W wariancie kooperacyjnym tworzymy talię inicjatywy z naszymi postaciami oraz wrogami, w każdej turze odkrywamy wierzchnią kartę z talii inicjatywy, odkryta karta określa jaka postać wykonuje swoją turę. Rozwiązanie znane z Aeons End wprowadza dużo emocji i ciągłej niepewności, powoduje to mniejszą przewidywalność niż w zwykłym Unmatched gdzie tury wykonujemy na przemian.
W związku z tym plan był prosty najpierw zlikwidować Żabę z Loveland, żeby nie dodawała swoich kart do talii inicjatywy, celu zrealizowaliśmy bardzo szybko, tak samo szybko straciliśmy dwa pierwsze mosty efektem tego była strata dużej ilości kart z ręki oraz spora liczba żetonów zagłady na trzecim moście. Pachniało porażką, ale od tego momentu złapaliśmy właściwy rytm rozgrywki. Ja ruszyłem do trzeciego mostu, żeby je usuwać do tego musiałem odrzucać karty, a Annie i Charlie starali się walczyć z Ćmą i Glutem. Kiedy została już tylko Ćma i Annie wróciłem ze sporą ilością kart i okładaliśmy we dwójkę Człowieka Ćmę. Ostatecznie wygraliśmy a ja zadałem ostatnie obrażenia, bardzo podobała nam się ta partia ze względu na prostą obsługę rywali i urozmaicenie naszych rozgrywek w serię Unmatched.
Najbardziej podoba mi się, że mamy sześciu sługusów i każdy działa inaczej, że każdy z bossów ma oddzielną stronę planszy, a zasady rozgrywki różnią się od siebie, podobają mi się emocje związane z doborem karty inicjatywy i próba szacowania jaka karta obrony/ataku wroga właśnie wyjdzie. Każdy z mostów do póki nie zostaną zniszczone dają możliwość wykonania akcji specjalnej przy wykonywaniu akcji manewru, bardzo fajnie to działa i super sprawą jest, że na etapie setupu rozkładamy mosty losowo, na pewno zwiększa to nam regrywalność. Jeżeli będzie nam za łatwo zawsze możemy dołożyć sobie karty niesamowitych odkryć, które utrudniają graczom rozgrywkę.
Kolejnym plusem jest, to że przygotowanie rozgrywki jest dopasowane do każdego składu osobowego, a rozgrywka będzie się świetnie skalować w każdym składzie osobowym.
Trochę inna rozgrywka w Unmatched, ale nadal trzyma poziom. Ja jednak wolę grać przeciwko innemu graczowi mam wrażenie, że wtedy te emocje są jeszcze większe, dlatego cieszę się, że dostaje kolejne pudełko z kolejnymi czterema postaciami.
8/10