Czekałem na zagranie w Kunszt naprawdę długo. Już sam temat sztuki mocno mnie przyciągał, a kiedy zobaczyłem, jak gra prezentuje się na stole, byłem niemal pewien, że to coś w moim klimacie. Z tyłu głowy miałem jednak pewne obawy w końcu to abstrakt, więc istniało ryzyko, że cała artystyczna otoczka okaże się jedynie dekoracją, a sama rozgrywka nie dowiezie.
Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
W swojej turze możemy albo zebrać określony układ, wysyłając pracowników po kafelki, albo stworzyć konkretny przedmiot, wydając wymagane na jego karcie zasoby. Dodatkowo obowiązuje limit, możemy mieć maksymalnie 10 kafelków, co zmusza do planowania i pilnowania tempa rozgrywki.
Podoba mi się, że wybór konkretnej dziedziny sztuki faktycznie ma znaczenie. Otrzymujemy korzystniejsze układy planszy, czuć subtelny rozwój od uczennicy do mistrzyni i pojawia się wrażenie budowania czegoś własnego, zamiast bezmyślnego zbierania elementów. To może nie jest bardzo głęboka strategia, ale daje satysfakcję i wyraźne poczucie progresu.
Ciekawie wypada też mechanika bonusów, za zebranie ostatniego kafelka w danym kolorze dostajemy kartę inspiracji z dodatkową umiejętnością. Niby drobiazg, ale skutecznie motywuje do podbierania elementów przeciwnikom i uważnego śledzenia sytuacji na stole.
Struktura rund również działa na plus. Gramy do momentu, aż wszyscy spasują, czyli wtedy, gdy faktycznie nie da się już zrobić nic sensownego. Dopiero potem uzupełniamy planszę i przechodzimy dalej, co nadaje rozgrywce naturalny, bardzo płynny rytm.
Końcówka jest dobrze rozwiązana: gra kończy się po rundzie, w której ktoś przekroczy 20 punktów renomy, więc każdy dostaje jeszcze jedną szansę na poprawę wyniku. Do tego dochodzi wyścig o mistrzynie, tylko jedna na każdy typ sztuki co wprowadza napięcie i zdrową rywalizację. Na koniec doliczamy jeszcze punkty za pracowników i karty inspiracji.
Negatywna interakcja jest obecna, ale raczej lekka. Można podebrać komuś kluczowy kafelek, co czasem burzy jego plan i zmusza do spasowania. To nie jest złośliwa gra, ale takie momenty potrafią zaboleć.
Ostatecznie mam bardzo pozytywne odczucia. To może nie jest tytuł, który wywraca stolik i redefiniuje gatunek, ale daje dużo satysfakcji, wygląda świetnie i oferuje kilka naprawdę sprytnych rozwiązań. Z przyjemnością do niej wrócę — zdecydowanie trafia na moją listę zakupów. Kolejny dowód na to, że abstrakty potrafią mnie przekonać.
Dla mnie mocne 8/10.