To jest tytuł, który:
- ma bardzo, ale to bardzo klimatyczne grafiki
- w fajny sposób "opowiada" o życiu artysty we francuskiej bohemie
- ma znamiona klimatu jako takiego, chociaż to opowiadanie swojego artystycznego dnia, jest deczko na siłę
- prosty deckbuilding, kilka rodzajów kart i puntkowanie za konkretne rzeczy
Natomiast ta gra na dłuższą metę nie robi nic spektakularnego i zwyczajnie może się znudzić. Grafiki genialne, momentami jak z Beksińskiego oraz innych artystów, a szkoda, bo był srogi potencjał w temacie.
Do casualowego granka spoko :)
Wciel się w paryskiego artystę i twórz arcydzieła 🖌️
"Bohema" to gra, która od początku robi bardzo dobre pierwsze wrażenie, głównie wizualnie. Ilustracje, klimat życia artysty i ogólna stylistyka są często chwalone w recenzjach i faktycznie trudno się z tym nie zgodzić. To jeden z tych tytułów, które na stole wyglądają dobrze i budują fajny klimat, a w zawartość to tylko parę kart i plansze graczy.
Kiedy zaczynamy grać okazuje się, że pod ładnym wyglądem kryje się dość klasyczna mechanika. Rozgrywka opiera się głównie na budowaniu talii i zarządzaniu kartami, dokładaniu ich, łączeniu symboli i wykorzystywaniu zależności między nimi. I właśnie to było dla Magdy największym problemem. Ta gra pokazała, że mechanika, w której jedna karta wpływa na drugą i trzeba budować między nimi spójność, po prostu nie jest jej ulubioną.
Odniosłyśmy wrażenie, że gra polega głównie na łączeniu symboli i układaniu kart w odpowiedniej kolejności i mimo że istnieje możliwości zagrania różnymi sposobami to całość gry to bardzo schematyczna rozgrywka.
Momentami trzeba się nagłówkować jak najlepiej zagrać swoje karty z ręki i wykorzystać efekty tych kart.
W grze jest dość duża losowość i spora frustracja związana z kartami negatywnymi, czyli kartami udręk, które potrafią skutecznie psuć plany. Gdy zbierzemy ich dużo, nie da się iść do przodu, bo ciągle któraś z nich nas blokuje.
Ogólnie gra działa poprawnie i jest w porządku. Mechanicznie działa, zasady są dość łatwe do zrozumienia, a pierwsze partie mogą być nawet przyjemne. Problem w tym, że nie ma tu nic nowego, to raczej bezpieczny zwyczajnie działający deckbuilder niż coś, co zostaje na stole na długo.
Jeśli ktoś lubi zarządzanie kartami, budowanie zależności i kombinowanie może się mu spodobać.
Magdzie ta gra pokazała, że ten typ gier jej raczej nie leży, dla Moniki "Bohema" jest po prostu ok. Oczywiście wszystko zależy od gustu i tego co kto lubi. Gra nie jest zła, ale nie jest to tyułu, który jakoś szczególnie zachwyca.
🔹Ilość graczy: 1-4
🔹Wiek graczy: 14+
🔹Czas gry: 45-60 minut
Kolejna gra, którą dostałem na urodziny. Bohema od razu przyciągnęła mnie tematem sztuki bycia artystą, obietnicą budowania talii i pięknymi ilustracjami. Wszystko wskazywało na to, że to tytuł idealnie trafiający w moje gusta. Niestety okazał się dla mnie sporym zawodem.
Gra miała „naprawiać” klasyczną mechanikę deckbuildingu, głównie dzięki temu, że waluta, inspiracje, nie przepada między rundami. Można je wykorzystywać w pracowni do dodatkowych akcji: czyszczenia rynku, dobierania kart czy ignorowania kart udręki. Na papierze brzmi to jak bardzo sensowny i świeży pomysł. W praktyce okazał się niewystarczający, by utrzymać moje zaangażowanie.
Chciałem polubić Bohemę. Naprawdę. Temat artystycznej bohemy, paryski klimat oraz życie twórcy rozdarte między pasją, pracą i relacjami brzmią jak idealny przepis na grę, która zostaje w głowie na długo. I przez pierwsze kilkanaście minut faktycznie tak jest. Gra robi świetne pierwsze wrażenie. Pierwsze dwie–trzy rundy są ciekawe: łączenie symboli na kartach, kupowanie nowych kart, opowiadanie historii z dnia artysty. Problem w tym, że im dłużej siedziałem przy stole, tym szybciej to wrażenie zaczynało się rozpadać.
Nie mogę odmówić Bohemie klimatu. Ilustracje są ładne, karty mają charakter, a temat jest wyraźnie wyczuwalny, czuć, że ktoś chciał opowiedzieć historię, a nie tylko dokleić fabułę do mechaniki. Dla mnie jednak ta historia kończy się bardzo szybko, a potem zostaje już głównie… poprawny, ale zupełnie nieekscytujący deckbuilder.
Rozgrywka jest okej. Nic tu nie jest zepsute, nic nie boli, ale też niewiele naprawdę cieszy. Budowanie talii nie daje poczucia narastającej mocy ani satysfakcjonującego rozwoju. Kolejne rundy zaczynają się zlewać w jedną całość, a decyzje, choć logiczne, rzadko budzą jakiekolwiek emocje. W pewnym momencie łapałem się na tym, że gram „bo trzeba”, a nie dlatego, że czekam na swoją turę.
Najbardziej problematyczne okazało się zdobywanie osiągnięć. Teoretycznie to one są głównym celem gry i powinny napędzać napięcie, ale w praktyce, szczególnie ostatnie osiągnięcie, sprawiają wrażenie odległych i prowadzą do wyjątkowo mało satysfakcjonującego finiszu. Zanim zaczynasz realnie planować konkretny cel, tempo gry zdąża się już kompletnie rozjechać.
Do tego dochodzą karty udręki. Fabularnie mają sens i dobrze oddają temat wypalonego artysty, ale mechanicznie działają bardziej jak hamulec ręczny niż interesujący wybór. Czuć ich ciężar i to aż za bardzo. Zamiast budować napięcie czy dramatyczne decyzje, najczęściej tylko spowalniają grę i odbierają radość z budowania talii. W pewnym momencie nie czujesz już „udręki twórczej”, tylko zwykłą frustrację, że talia staje się coraz mniej przyjemna w obsłudze.
W efekcie osiągnięcia, które powinny być zwieńczeniem wysiłku, stają się raczej ulgą niż triumfem. A karty udręki, zamiast opowiadać historię artysty na granicy wyczerpania, przypominają, że gra konsekwentnie nie pozwala ci się rozpędzić.
Dodatkowo brakuje tu kart z naprawdę mocnymi, ekscytującymi efektami, takich, o które faktycznie chciałbym walczyć. Większość z nich jest po prostu nijaka, jakby artysta nie dokończył swojego dzieła albo bał się postawić wyraźny akcent.
Bohema to ładna, tematyczna gra z dobrymi intencjami, ale dla mnie zabrakło w niej iskry. Po partii nie miałem poczucia „ale było fajnie”, tylko raczej: „było w porządku i nie chcę już tego powtarzać”. A w świecie gier planszowych „w porządku” to zdecydowanie za mało, zwłaszcza że gra trwa zbyt długo w stosunku do tego, co faktycznie oferuje. Ja się po prostu wynudziłem.
Doceniam klimat i wykonanie, ale emocjonalnie i mechanicznie gra mnie nie przekonała. Gdybym miał coś z niej zabrać, byłby to wyłącznie jeden pomysł: waluta, która nie przepada między rundami i może być sensownie wydawana na dodatkowe akcje.
Gra leci z mojej kolekcji bez większego żalu. Zmarnowany potencjał.
Moja ocena 5/10
Bohema jest prostym deckbuilderem i mechanicznie nie jest niczym nowym. To warstwa narracyjna sprawia, że bawisz się świetnie grając w tę grę. Odpowiednia ekipa przy Bohemie zapewni dużo zabawy i śmiechu, moment w grze, kiedy czytasz plan dnia, jest najważniejszym momentem - jeżeli tak podejdziesz do gry, będzie ok. Jeżeli szukasz w warstwie mechanicznej jakichś wyzwań, nie kupuj, zawiedziesz się. Gra pięknie wydana, dobrej jakości karty. U mnie bardzo na plus, ale zdaje sobie sprawę, że opinie graczy mogą być mocno podzielone.
..... I to zastanawianie się co rundę, czy dzisiaj iść do pracy, czy nie iść ......:)