Sam pomysł na grę jest rewelacyjny. Każdy z graczy zna tylko jeden fragment informacji o miejscu, w którym ukrywa się legendarny Kryptyda. Problem w tym, że nikt nie zna całego rozwiązania. Dopiero połączenie wszystkich wskazówek prowadzi do jedynego właściwego pola na planszy. Przez całą rozgrywkę próbujemy wyciągać informacje z ruchów przeciwników, jednocześnie robiąc wszystko, żeby nie zdradzić zbyt wiele o własnej wskazówce. Brzmi prosto, ale w praktyce to prawdziwy festiwal dedukcji.
Najbardziej zachwyciło mnie to, że praktycznie nie ma tu miejsca na szczęście. Oczywiście zawsze można trafić przypadkiem, ale o zwycięstwie decyduje przede wszystkim to, jak dobrze analizujesz sytuację i jak uważnie obserwujesz innych. Każda odpowiedź, każdy znacznik i każde pytanie mogą całkowicie zmienić tok myślenia. Kilka razy byłem przekonany, że już rozwiązałem zagadkę, po czym jeden ruch innego gracza burzył całą moją teorię i trzeba było zaczynać od nowa. A kiedy w końcu wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce i odkrywasz właściwe pole… satysfakcja jest ogromna.
Ogromnym plusem jest też to, jak elegancko zaprojektowano tę grę. Zasady tłumaczy się w kilka minut, a mimo to każda partia zmusza do intensywnego myślenia. Nie ma tutaj zbędnych dodatków ani skomplikowanych wyjątków, cała siła Kryptydy tkwi w genialnym pomyśle i świetnie działającej mechanice. Co ważne, nawet gdy nie jest twoja tura, cały czas śledzisz ruchy innych i analizujesz kolejne informacje, więc praktycznie nie ma chwili, żeby się nudzić.
Jeśli ktoś nie lubi dedukcji albo oczekuje lekkiej, niezobowiązującej zabawy, może się od tej gry odbić. Ale jeśli sprawia ci frajdę rozwiązywanie logicznych zagadek i lubisz ten moment, kiedy po kilkunastu minutach analiz nagle wszystko zaczyna mieć sens, to Kryptyda będzie kapitalnym wyborem.
Dla nas był to absolutny hit wyjazdu i jedna z tych gier, o których rozmawia się jeszcze długo po skończonej partii. Zdecydowanie będę do niej wracał, tym bardziej że już zamówiłem własny egzemplarz.
9/10