Jak ocalić świat to rywalizacyjna gra strategiczna, w której asteroida Lewiatan zmierza prosto w stronę planety Alarria. Każdy kieruje własną organizacją naukową i choć fabularnie wszyscy próbują zapobiec katastrofie, ostatecznie zwycięży osoba z największą liczbą punktów. Do wyboru są trzy sposoby ratunku: zniszczenie asteroidy laserem, zmiana jej kursu za pomocą tarczy albo ewakuacja gatunków z planety.
Sercem rozgrywki jest rozmieszczanie lądowników w lokacjach na Alarrii i jej księżycu Fortunie. Dzięki nim zdobywamy i rozwijamy zasoby, prowadzimy badania, kupujemy technologie i karty oraz przede wszystkim dokładamy swoją pracę do trzech projektów. Każdy z nich ma własny tor, a przesuwanie się po nim wymaga coraz większej liczby odpowiednich zasobów. Jednocześnie do woreczka trafiają kostki projektów, które później mają znaczenie dla tego, czy dany plan rzeczywiście zadziała.
Lubię Jak ocalić świat za bardzo ciekawy pomysł na połączenie rywalizacji ze wspólnym zagrożeniem. Szczególnie podoba mi się to, że nie wiemy, który z trzech projektów okaże się ostatecznie kluczowy. Najpierw sprawdzany jest laser, jeśli zawiedzie – tarcza, a dopiero w przypadku niepowodzenia obu ewakuacja staje się najważniejszym projektem. To sprawia, że inwestowanie w projekty jest jednocześnie walką o punkty i pewnego rodzaju zakładem o to, jak zakończy się cała historia.
Dla kogo?
Dla osób lubiących średniozaawansowane euro, worker placement, zarządzanie zasobami i rozwijanie własnych możliwości. Spodoba się też graczom, którzy lubią, gdy pod koniec partii nie wszystko jest z góry przesądzone, a decyzje wszystkich uczestników wpływają na to, który sposób ratowania świata okaże się najważniejszy.