Żywot rybaka sterowany kostkami. A skoro kostki, to Saltfjord od razu przywołuje skojarzenia z Zamkami Burgundii, więc trudno nam było przejść obok niego obojętnie.
Saltfjord to gra, w której chcielibyśmy zrobić wszystko… ale nie ma na to szans. Partia mija szybko, akcje do wykorzystania limitowane, więc trzeba postawić na specjalizację: zostać rasowym rybakiem, a może swoją łódkę pozostawić na brzegu... i z młotkiem w dłoni budować miasteczko? Ścieżek do obrania jest kilka, więc można poeksperymentować, bo ostatecznie punkciki wlatują za wszystko.
☀️ Zdarzały nam się partie bardziej wymagające, spowolnione przez błędy na starcie czy źle dobrane priorytety. Mimo to Saltfjord oceniamy jako grę udaną i pełną ciekawych decyzji. Chętnie wracamy więc nad te mroźne fiordy, żeby raz jeszcze spróbować swego szczęścia przy zarzucaniu sieci.
Saltfjord wykorzystuje mechanikę dice placement. Gracze wybierają kości z puli, a następnie odpalają wszystkie akcje na budynkach w jednej kolumnie lub rzędzie. Niby mechanika znana od lat, ale dobrze zaimplementowana. Rozbudowywanie własnej planszy i ulepszanie dzięki temu akcji z jednej kości jest bardzo satysfakcjonujące. Jeśli jeszcze dodać do tego inne elementy na planszy, jak tory punktacji czy rzekę, to tworzy spójną grę z możliwością rozwoju w wielu kierunkach. Dzięki temu za każdym razem można próbować innych strategii. Jednego razu można próbować szczęścia na kafelkach połowu, innego skupić się wyłącznie na kontraktach, a kolejnego „wymaksować” tory technologii. Wszystko działa i prócz małej różnorodności kafelków zdolności oraz czasochłonnego setup-u, nie mam się do czego przyczepić. Choć mimo swej porządności, gra nie wyróżnia się niczym ponad przeciętnym. Jest bardzo dobrze działającym euro, jakich w tych czasach dużo. ~ Kasia
Gra dobra, warto zagrać, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że nie jest tak zmyślna ani super grywalna, jak najlepsze gry euro. Co fajnie działa w Saltfjord: dobór kostek, system wymiany suroców, układanie puzzlowatej wioski. Jeśli chodzi o to ostatnie, to od kolumny lub rzędu zależy, jakie zdejmiemy z niej nagrody, a na te rzędy wpływamy poprzez budowę domków - małych (1 lub 2 kwadraciki domków - czyli klocków puzzlowatych z odpowiednio 1 lub 2-ma nagrodami) lub dużych (3 połączone kwadraciki w puzzlowatym elemencie z 3 nagrodami). Jeśli dobrze zaplanujemy naszą wioskę, czyli właściwie kwadrat złożony z 6x6 pól - miejsc na budowę domków z puzzlowatych elementów - możemy sporo zasobów czy innych nagród dzięki niej zyskiwać. Te nagrody następnie wykorzystujemy przy akcjach, jak budowa jeszcze większej ilości domków, wypłynięcie kutrem na połów, ulepszenia (zwane potoczenie technologiami) czy specjalne "kontrakty" - dodatkowe możliwości punktowania. Ostatecznie celem jest zdobycie, no cóż, jak największej ilości punktów. I to ostatnie trochę obniża moją ocenę, bo choć wydaje się brać z wielu bardzo dobrych gier euro po troszkę, jak np. Tabanussi (kostki związane z konsekwencjami), i dodaje coś troszeczkę od siebie, to cała struktura gry nie powala: ot zdobędziemy trochę punktów tu, trochę tam, ale nie ma jakiegoś ciekawego powiązania pomiędzy tymi zdobyczami punktów, są one od siebie dość niezależne, więc walczymy o parę punktów tu, parę tam, może uda się uciułać coś jeszcze tam, i na koniec liczmy i patrzymy komu się udało uciułać najwięcej. No niestety, tak to raczej nie powinno działać. Co nie zmienia faktu, że gra się fajnie, rundy są tylko 3 (w każdej bierzemy po kilka kostek), się nie dłuży, i w każdej jest kombinowanie jak tu zdobyć kolejne zasoby, jak je ewentualnie przetransformować, i jak je optymalnie wykorzystać.