Jest pierwszą grą ze wspieraczki, która do mnie dotarła. Historia dla Alis Games na ten moment dramatyczna, wydawnictwo nie dostało do dzisiaj pieniędzy od wspieram to. Tym bardziej wielkie brawa dla wydawcy za wydanie gry, pomimo takich zawirowań kampania została zrealizowana sprawnie.
Pamiętam, że już podczas kampanii gra przykuła mnie swoim wyglądem, tymi cudownymi grafikami na kartach, planszy portu, kostkami w kształcie boi, drewnianymi znacznikami, metalową monetą.
W Deep Regrets podoba mi się nietypowy temat, jak na gry planszowe, czyli łowienie ryb. Oczywiście łowienie ryb zostało jeszcze podlane cthulowym sosem, oprócz zwykłych ryb możemy złowić różne dziwadła, zmutowane stworzenia przypominające ryby przywołujące na myśl klimaty Lovecrafta. Przepiękne grafiki!
Jak cthulu to musi być szaleństwo, będziemy zbierać karty żalów zwiększające nasz obłęd, przy okazji zwiększając wartość ryb skażonych i maksymalną pulę kości jakimi możemy dysponować.
Ale za nim to całe szaleństwo się zacznie, to na początku każdej rundy będziemy rzucać kośćmi osoba, następnie decydować czy udajemy się na morze czy zostajemy w porcie. Na morzu będziemy decydowali za pomocą kości, jak daleko się zapuścimy i z jakiej ławicy będziemy łowić ryby. Mega klimatyczne jest to, że na rewersach kart widzimy cień ryby, a po nim i głębokości na jakiej będziemy jesteśmy w stanie oszacować trudność jej złowienia. Im głębiej w morze tym mocniej punktowane ryby, ale i więcej zmutowanych stworzeń push your luck pełną gębą, jak ktoś nie lubi losowości i szuka typowej euro rozgrywki to nie będzie to gra dla niego.
Podczas odkrywania karty ryby z ławicy, może wydarzyć się wszystko możemy złowić jakiś nieprzydatny przedmiot, możemy mieć nieprzyjemne dla nas efekty, a może zostaniemy zmuszeni oddać kartę innemu graczowi, albo po prostu nie będziemy mieć wystarczających wartości potrzebnych do złowienia konkretnej ryby. Uważam, że mocną stroną gry są różnorodne efekty na kartach, część działa już w chwili odkrywania/podglądania karty inne po złowieniu, czy zjedzeniu ryby. Tak tak ryby, które złowiliśmy możemy także jeść i ktoś zapyta po co mamy jeść ryby skoro każda złowiona ryba daje nam punkty na koniec gry, chociażby po to, żeby np. odświeżyć zużyte kości i przedłużyć nasze połowy w jednej rundzie.
W porcie będziemy mogli sprzedać ryby i zainwestować w sprzęt kupić wędki, kołowrotki, zapasy czy wyeksponować zdobyte okazy. Najważniejszy zakup, to moim zdaniem zakupy kości, kupujemy max trzy wyciągamy je losowo z woreczka, także tutaj też potrzebujemy trochę szczęścia przy zakupie. Zakupione kości są jednorazowe tzn. w chwili skorzystania z nich na morzu wracają do woreczka.
Pobyt w porcie ma jeden duży minus tracimy jeden cały dzień który moglibyśmy spędzić na morzu. W moim odczuciu przez to port nie odgrywa takiej roli jaką mógłby, tak naprawdę w porcie będziemy dwa razy na samym początku, żeby sprzedać ryby i zaopatrzyć się w sprzęt oraz w ostatnim dniu po skorzystaniu z jednorazowej karty szalupy, żeby wyeksponować nasze trofea. Karta szalupy pozwala nam w tym samym dniu udać się na morze i wrócić do portu.
Po sześciu dniach kończymy rozgrywkę, podliczamy punkty z każdej ryby uwzględniając nasze szaleństwo, nasze wystawione trofea mnożymy razy trzy lub razy dwa zależnie od miejsca w którym je umieściliśmy. Następnie gracz, który ma najwięcej punktów szaleństwa odrzuca swoje najcenniejsze trofeum, w przypadku gry na dwie osoby gracz odrzuca najmniej warte trofeum.
Grałem na dwóch i trzech graczy, na trzech graczy było ciekawiej pod względem dobierania, odrzucania kart szaleństwa i balansowaniu między tym, żeby na koniec nie mieć ich najwięcej. Bardzo mi się podoba to, że nie wiemy jakiej wartości karty mają nasi rywale, karty szaleństwa mogą być od 0 do 3. Czasowo dla mnie wyszło w porządku na dwóch graczy pierwsza gra koło 1:30, na trzech 1:50, spróbowałbym w jeszcze większym składzie wiecie taki luźny wieczór do piwka. Na pewno na duży plus są bonusy za wcześniejsze spasowanie w postaci dyngsów, które otrzymujemy przy pasowaniu oraz w każdej turze, która nas ominie. Dyngsy najczęściej dają nam obniżenie kosztu złowienia ryby lub rabata do sklepów. W chwili spasowania przez przedostatniego gracza, ostatnia osoba ma jeszcze dwie tury do rozegrania. Rozwiązane jest to bardzo fajnie nie będzie tutaj takiej sytuacji, że ktoś jeszcze pół godziny robi swoje tury, a my czekamy na kolejną rundę. Czasami wręcz musimy patrzeć czy zdążymy wszystko zrobić co chcemy, czy inni nie spasują dla nas za szybko.
Deep Regrets to przede wszystkim doświadczenie, gra jest w opór losowa i ta losowość może zdecydować na koniec o wynikach, ale niekoniecznie musi. Możemy przecież podglądać wierzchnie karty z umiejętności sprzętu, redukować koszty z kołowrotków czy zapasów. Trzeba podjeść do tej gry bardziej na luzie w innym wypadku, może nie przypaść do gustu, ilość decyzji jakie podejmujemy w grze nie każdego zadowoli.
Czy ja żałuje wsparcia Deep Regerts, absolutnie nie jestem zachwycony warstwą wizualną, opisami kart żali, kart ryb, wykonaniem komponentów, sama rozgrywka dla mnie jest ciekawa i jednocześnie jest fajną odskocznią od ciężkich tytułów. Owszem będzie ona w pewien sposób powtarzalna, ale kolejność w jakiej będziemy łowili ryby może spowodować inne efekty dla naszych ryb na ręce i to też będzie podbijać regrywalność. Zdaje sobie sprawę z wad tego tytułu i może za 10-20 rozgrywek opisy kart nie będą już tak bawić, a odkrycie karty ryby powodować takiego zaskoczenia, to podoba mi się zamysł gry i ta okrutna losowość.
Za pierwszym razem na dwie osoby poszedłem mocno w szaleństwo i zdecydowanie wygrałem pomimo straty jednej ryby z wystawki. Za drugim razem na trzy osoby starałem się patrzeć na innych graczy i nie przekraczać pewnego poziomu szaleństwa. Żeby ryby skażone były więcej warte, a jednocześnie ryby zdrowe nie traciły na wartości. Przegrałem o jeden punkt, pieniądze zdecydowały (za pozostałe pieniądze też dostajemy na koniec punkty). Muszę jeszcze spróbować udać się trzy razy do portu w trakcie jednej gry, żeby sprawdzić czy to się opłaca. Gra spowodowała, że mam ochotę do niej wracać i znowu spróbować coś ciekawego złowić.
Na sam koniec napiszę, że na horyzoncie widać jeszcze większą głębie Even Deeper Regrets, dodatek na pewno kupię. Dostanę jeszcze więcej ryb morskich, plansze jeziora z rybami z jeziora, towarzyszów i kolejne karty sprzętu, zapasów. Jestem za i czekam na więcej! Może już oszalałem?
PS. Dodatkowo zainteresowała mnie gra elektroniczna Dredge na której autor inspirował się tworząc Deep Regrets.
8/10