Emberleaf zabiera nas do lasu zamieszkanego przez Emberlingów, którzy próbują odbudować swoje domy po zniszczeniach dokonanych przez Lorda Vesha. W trakcie gry przemieszczamy Przywódcę pomiędzy polanami, zbieramy zasoby, zabezpieczamy Niebezpieczne Obszary, wznosimy budynki i zadomawiamy w nich Mieszkańców. Wszystko po to, by zdobywać Liście, czyli punkty zwycięstwa, między innymi za Przysługi, Mieszkańców, walkę i Trofea.
Najciekawszym elementem jest dla mnie plansza Kompanii i sposób wykorzystywania Bohaterów. W swojej turze wykonujemy jedną akcję podstawową: zagrywamy Bohatera na wolne miejsce albo przesuwamy wszystkie znajdujące się na planszy karty w lewo. Bohaterowie mogą uruchamiać swoje zdolności w momencie zagrania, przesunięcia, wypadnięcia z planszy czy po opłaceniu ich zasobami. Co więcej, znajdujące się w Kompanii postacie dostarczają statystyk Ruchu, Ataku oraz zasobów, które wzmacniają działanie innych kart. Dzięki temu ogromne znaczenie ma nie tylko kogo zagrywamy, ale też gdzie go umieszczamy i kiedy zdecydujemy się przesunąć całą Kompanię.
Lubię Emberleaf za to, że pod bardzo sympatyczną oprawą znajduje się naprawdę sporo kombinowania. Najwięcej frajdy daje mi układanie Bohaterów tak, żeby kolejne przesunięcie uruchomiło cały ciąg korzystnych efektów. Do tego dochodzi plansza wspólna – poruszamy się po lesie, walczymy z Niebezpiecznymi Obszarami, zajmujemy ograniczone miejsca pod budowę i tworzymy Dzielnice, więc nie siedzimy wyłącznie nad własnym silniczkiem. Podoba mi się również rozwój Kompanii: budowanie własnych Budynków odblokowuje kolejne możliwości, a rekrutowani Bohaterowie zwiększają potencjał naszych kombinacji. Sama budowa jest dodatkowo powiązana z Zadomawianiem Mieszkańców, które daje punkty zależne od różnorodności budynków w Dzielnicy.
Dla kogo?
Dla osób lubiących euro z budowaniem silniczka, zarządzaniem kartami i przestrzenną rywalizacją na wspólnej planszy. Emberleaf szczególnie spodoba się graczom, którzy lubią planować sekwencje kilku efektów i obserwować, jak z każdą kolejną kartą ich możliwości rosną. Mimo bajkowej oprawy nie traktowałabym jej jako lekkiej rodzinnej gry – zależności między Bohaterami, ich statystykami i momentem aktywacji dają tu zdecydowanie więcej do przemyślenia. Gra nie ma ustalonej liczby rund i kończy się po zdobyciu wszystkich sześciu Trofeów.